FIA coraz poważniej rozważa powrót do silników V10 do Formuły 1.
Niedawno bardzo ciekawego komentarza udzielił prezydent Federacji – Mohammed Ben Sulayem, który powiedział, że posiadanie dźwięku pochodzącego z jednostki napędowej V10 byłoby korzystne dla rozwoju F1. Mogło się wydawać, iż jest to kolejna pusta zapowiedź szefa FIA, który znany jest ze swoich wypowiedzi często nastawionych na rozgłos. Tym razem jednak sprawa wydaje się nieco inna.
Ciało nadzorujące sferę regulaminów technicznych F1 rozpoczyna na poważnie badanie w sprawie możliwości powrotu do silników V10. Jeden z powodów ewentualnej zmiany Nikolas Tombazis, dyrektor od samochodów jednomiejscowych, upatruje w cięciu kosztów. Jak sam mówi, jednostki napędowe obowiązujące od przyszłego sezonu przez swoją konstrukcję z układem hybrydowym są bardzo drogie, a powrót do prostego silnika V10 miałby zredukować te wysokie wydatki. Kluczem w tej sprawie pozostają jednak paliwa odnawialne.

– Postęp w dziedzinie paliw zrównoważonych doprowadził niewątpliwie do poglądu, że silniki mogłyby być prostsze. Światowa gospodarka rzeczywiście prowadzi do poglądów, że być może powinniśmy spróbować jeszcze bardziej obniżyć koszty, a obecne jednostki napędowe są zdecydowanie za drogie. To jest fakt. Chcielibyśmy, żeby były tańsze, dlatego prezydent wygłosił komentarze na temat silnika V10 w 2028 r. i tak dalej.
Ważna jest tutaj także data ewentualnych zmian. Niemożliwym jest, aby taka rewolucja nastąpiła już od przyszłego roku, ponieważ zespoły poświęciły już za dużo funduszy na rozwój zatwierdzonych wcześniej regulacji dotyczących jednostek napędowych z układem hybrydowym. Najczęściej pojawia się mowa o roku 2028 lub 2029, które są już w jakimś oddaleniu od obecnych-nowych zasad. Jednak czy w takim razie przechodzenie na nowe silniki z hybrydą miałoby sens? To najbardziej martwi zespoły, które musiałyby znowu bardzo dużo zainwestować, aby dostosować się do zmian regulacyjnych.
– To jest coś, co oceniamy, na 2028 lub ’29, lub cokolwiek, z producentami jednostek napędowych. Otwarcie omawiamy z nimi najlepszy kierunek dla tego sportu – dodał Tombazis.
Jednym z największych przeciwników takiego pomysłu jest Audi, które oficjalnie wspiera projekt silników połączonych z hybrydą. Obietnica jednostki napędowej składającej się z połowy silnika spalinowego oraz drugiej połowy elektrycznego było kluczowe dla Audi, aby podjąć decyzję o wejściu do F1, ponieważ jak argumentują, idzie to w parze z ich koncepcją aut drogowych. Podobnego zdania ma być Honda, którą do powrotu do produkcji silników przekonały właśnie te regulacje techniczne.
Z drugiej strony stać ma Red Bull, Ferrari oraz Cadillac. Jak donosi AmuS, nawet połowa obecnej stawki ma być chętna do zmian regulacji jednostek napędowych w przeciągu najbliższych lat z powodu braku pewności co do potencjalnych osiągów silników na sezon 2026. Co ciekawe, Cadillac miałby już wcześniej wiedzieć o potencjalnych zmianach. General Motors swój własny silnik wyprodukuje najwcześniej na sezon 2028, jeśli nawet nie później. Odpowiednio wcześniejsze zatwierdzenie przepisów mówiących o V10 mogłoby całkowicie oszczędzić przygotowań do regulaminu roku 2026.

Głos w tej sprawie zabrali także najwięksi kierowcy:
– Nie jestem odpowiedzialny za przepisy, ale oczywiście, jeśli chodzi o czyste emocje związane ze sportem, silnik V10 jest zdecydowanie lepszy od tego, co mamy teraz. Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem, kiedy chodziłeś, słyszałeś dźwięk silników, to dawało o wiele więcej. Nawet jeśli prędkość samochodu była może mniejsza, samo uczucie, jakie odczuwałeś przy takim silniku, jest czymś, czego nie da się opisać w porównaniu z tym, co mamy teraz – odpowiedział Max Verstappen na pytanie o jego opinię o powrocie do silników V10. Podobnego zdania jest także Lewis Hamilton.
– Nie jest tajemnicą, że V6 nigdy nie brzmiało świetnie. Pamiętam, jak pierwszy raz przyjechałem na Formułę 1 w 1996 roku na Spa. Prowadziłem samochód, a Michael Schumacher przejeżdżał przez zakręt 1, a moja klatka piersiowa po prostu wibrowała. Jeśli możemy wrócić do tych niesamowicie brzmiących silników i zrównoważenia, jeśli nadal jesteśmy w stanie osiągnąć cele zrównoważonego rozwoju, to dlaczego nie? – dodał Brytyjczyk na podobne pytanie.

Z padoku dochodzą głosy, jakoby to Mercedes miałby przygotować najlepszy silnik od przyszłego sezonu, tak jak było to w 2014 roku, dlatego mogłoby się wydawać, że nie mają interesu w tym, aby wspierać zmiany jednostek napędowych. W innym tonie wypowiedział się jednak szef zespołu z Niemiec, Toto Wolff:
– My jako Mercedes jesteśmy zawsze otwarci, czy to w przyszłości ośmio- czy dziesięciocylindrowy, wolnossący czy turbodoładowany, z odzyskiem energii i bez względu na rozmiar. Zdecydowanie trzeba być otwartym. Wszyscy jesteśmy kierowcami wyścigowymi. Lubimy silniki z przeszłości, a potem trzeba znaleźć właściwą równowagę między tym, co ekscytuje nas – dinozaury, ryczące głośne silniki, a potem bazę fanów.
Można stwierdzić, że obecne nastawienie Mercedesa jest raczej neutralne, a Wolff chwali zarówno pomysł o V10, jak i zatwierdzone już zasady od sezonu 2026.
– Myślę, że w przyszłym roku będziemy ścigać się z ekscytującymi przepisami, które zostały wprowadzone przez FIA, aby dostosować się do nowicjuszy, takich jak Audi, i myślę, że to osiągnęliśmy. To jest to, na co powinniśmy czekać. Wszystko to jest ekscytujące. To jest to, na co powinniśmy położyć nacisk. To jest to, za czym powinniśmy się cieszyć i o czym powinniśmy mówić, ze wszystkimi dobrodziejstwami, które przyniesie, zamiast patrzeć zbyt daleko w przyszłość.
Jak mówi Tombazis, tak duża zmiana musiałaby zostać zaakceptowana przez wszystkie ekipy, a w interesie FIA nie jest, aby kogoś odrzucać czy zniechęcić.
– Nie chcemy narzucać niczego, co uniemożliwiłoby konkurowanie, ani nic w tym stylu. Przede wszystkim obowiązkiem jest być uczciwym, a ludzie zainwestowali dużo pieniędzy. Jeśli dziewięć osób jest za a jedna osoba jest przeciw i ta jedna osoba jest traktowana niesprawiedliwie, zawsze będziemy starali się chronić tę jedną osobę. Nie będziemy po prostu iść na większości i mówić: »Okej, zróbmy to«. Próbujemy budować tutaj konsensus, a jeśli to się nie powiedzie, pozostaniemy tam, gdzie jesteśmy.
Kluczową rolę odegra tu zatem przekonanie wszystkich producentów jednostek napędowych na powrót do V10, a jak dotąd oficjalnie na ten temat wypowiedziało się niewiele przedstawicieli zespołów.

Wypowiedzi na ten temat dla portalu Motorsport.com udzielił jeden z najważniejszych konsultantów Red Bulla, a więc Helmut Marko:
– To decyzja FIA, ale V10 z e-paliwem może być dobrym rozwiązaniem. Taki silnik jest o wiele tańszy. Jest bardziej atrakcyjny pod względem dźwięku i wszystkiego. I jak widać, większość producentów wraca do silników spalinowych, ponieważ sytuacja z samochodami elektrycznymi nie działa tak, jak powinna. Myślę, że jest tak wiele pytań. Musi być jaśniejszy pogląd czym naprawdę będą zmiany. A jeśli zmiany nadchodzą, powinny nadejść tak szybko, jak to możliwe.
Formuła 1 powinna być tworzona dla fanów i rozrywki, w końcu to sport, a żaden sport nie może obejść się bez kibiców napędzających przychody całej organizacji. Powrót do silników V10 byłoby świetną wiadomością pod względem jakości widowiska, dźwięku, ale także ograniczenia wydatków czy też masy bolidów. Pozbycie się układu hybrydowego odchudziłoby całość konstrukcji z powodu ciężkiej baterii, która jest konieczna do prawidłowego działania systemów elektrycznych.
Zdjęcie główne: Red Bull Content Pool